Żarowania czas - Witryna internetowa Aeroklubu Zagłębia Miedziowego i lotniska Lubin

Przejdź do treści

Menu główne:

Żarowania czas

Nie pierwszy już rok nasi piloci szybowcowi udają się jesienią do ośrodków lotniczych położonych w terenach górskich, w których latać mogą wykonując loty falowe i żaglowe. Jednym z takich ulubionych przez naszych pilotów miejsc jest Górska Szkoła Szybowcowa Żar. W tym roku przewodniczący sekcji szybowcowej Darek AirDaro Deptuła zabrał tam naszego Juniora RC. Wcześniej w pobliżu znalazł się już tam nasz Puchacz przy okazji konieczności dokonania przeglądu 1000 h. Nie łatwo jest oddać słowem wrażenia jakich doznają nasi koledzy latający na Żarze i widoki jakie mogą podziwiać z kabiny szybowca kiedy patrzą na to, co ich otacza. Dzięki temu, co pisze AirDaro oraz jego fotografiom, którymi okrasza swój tekst, będzie można dowiedzieć się co nieco o tym, co się aktualnie na Żarze dzieje.

AviaMaster


W czwartek (10 października 2013 roku), o wschodzie słońca, po całonocnej podróży dotarłem wreszcie na Żar.
Głównym celem na najbliższe godziny było odebranie papierowo i fizycznie z przeglądu głównego naszego Blue Puchadła a następnie wykonanie lotu kontrolnego tudzież lotów, gdyby się okazało, że coś trzeba podregulować. Pogoda do latania była taka średnia (czytaj: zero ruchów atmosfery), co tutaj w górach wróży loty balistyczne. Z racji tego, że niewiele się działo (chronometrażysta krakersami zaczął z nudów układać hasła reklamowe) miałem  dość czasu na wytarganie Puchadła z zakładu Jurka Biskupa, przemieszczenie pod hangar, zmontowanie, umycie i wykonanie dokładnego przeglądu przed dniem lotnym w celu sprawdzenia czy fachowcy naprawili to, co mieli naprawić. Trochę nam, tzn. mi i Gniewkowi Micińskiemu, który był za nasz szybowiec odpowiedzialny, zajęło zamontowanie brakujących elementów i doprowadzenie maszyny do stanu lotnego. W czwartek Puchacz już nie poleciał. Chwilę po 16-ej trafił pod dach hangaru z nadzieją, że poleci w piątek.
W piątek od rana na Żarze coś się działo. A to wycieczki szkolne, a to telewizja albo inni reporterzy. I tak oto lubiński szybowiec robił za tło dla wywiadu przed kamerą, podczas którego Sebastian Kawa opowiadał o szybownictwie i Himalajach. Huuuurrrraaaaa! Byliśmy w telewizji i to w jakim towarzystwie :-D.
Niestety, doprowadzenie papierów a szczególnie protokołu ważenia do stanu lotnego zajęło kilka godzin i słońce zdążyło schować się za horyzont zanim poleciałem na oblot.
Sobota powitała nas niskim oparem zasłaniającym okoliczne górki. Zaletą tego oparu jak i każdego innego w okolicy jest to, że ładnie wychodzą na zdjęciach :-). W piątek wieczorem z lotnikami postanowiliśmy, że latamy mimo wszystko więc już od rana przed hangarem biało było od patyków wygrzewających się na słonku. Nasz Puchacz dumnie stał obok kwadratu i czekał na swoją kolejkę.  W oczekiwaniu na warunki pozwalające utrzymać się dłużej w powietrzu poleciałem na to, co mi szefostwo zleciło na porannej odprawie.
Żar cały czas testuje swoją nową starą holówkę, tzn. Pipera PA-25 Pawnee. Fajny samolocik - dawniej rolniczy a dziś z motorkiem po naprawie głównej i resursem motorka po tej naprawie co najmniej  2000 godzin.
Przydałby się taki u nas, gdy nasz Jaczek będzie dożywał swoich dni.
Jak widać na załączonym obrazku w Jeziorze Międzybrodzkim stan wody jest tak niski, że na środku utworzył się piaskowy półwysep. Gdyby komuś start nie wyszedł wówczas zamiast lądować w wodzie co jest tutaj normalną procedurą można przymierzyć się do tej właśnie łachy piasku :-).
Przy sobocie oraz z okazji wystawionych kilkunastu patyków na starcie zjawiła się młoda para, która swoje ślubne zdjęcia popełniła przy szybowcach. W dowód wdzięczności pozostawili nam 3 opakowania zimowego płynu do spryskiwaczy co dumnie na obrazku prezentuje instruktor Hugo.
Około 14-ej zaczęły wyskakiwać wpierw niemrawe a później coraz to konkretniejsze CUmuluski. Holówki ruszyły do boju i wystrzeliły w górę kilkanaście patyków. Ja też stwierdziłem, że już nie ma na co czekać i z Szymkiem Perecem wypchnęliśmy Puchadło do startu. Szef Wyszkolenia GSS Leszek Żabicki Piperem pociągnął nas nad Jezioro Żywieckie gdzie na 700 metrach po 2-wóch esach złapaliśmy metrową do dwóch metrów falę, która zabrała nas na 1100 metrów. Z fali przeszliśmy
na żagiel na Magórce gdzie latało już kilka innych szybowców w tym fabryczny Junior z Allstara, który kilka dni temu zmienił właściciela.  Fajny szybowiec. Pachnie jeszcze nowością bo ma nalatane dopiero 80 h od budowy, która była w 2004 roku.
Żagiel skończył się dość szybko więc i my wylądowaliśmy po nieco ponad godzinie. Chwilę po nas przyleciał Bogdan Dorożko i ładnie zapozował swoim LAKiem do wieczornych fotek. I tak sobota dobiegła końca.
W Puchaczu fachowcy muszą poluźnić napęd trymera bo za ciężko chodzi i ledwo jestem w stanie go przestawić w locie. Taki oto wniosek z lotu próbnego kontrolnego.
O swoich wrażeniach ze swojego pierwszego lotu na Żarze Szymek Perec już Wam sam napisze.


AirDaro

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego