Z'dziś, czyli ta ostatnia niedziela stycznia w AZM... - AZM InfoBlog - Witryna internetowa Aeroklubu Zagłębia Miedziowego i lotniska Lubin

Przejdź do treści

Menu główne:

Z'dziś, czyli ta ostatnia niedziela stycznia w AZM...

Witryna internetowa Aeroklubu Zagłębia Miedziowego i lotniska Lubin
Opublikowany przez w AZM ·
Ostatnia niedziela stycznia to w naszym Aeroklubie dzień, w którym lotniczo zainaugurowaliśmy 2017 rok!
Jest późny wieczór. Siedzimy z Marcinem w naszym lotniczym klubie, który potocznie nazywamy jest przez nas barem, na naszym lotnisku w Lubinie. Marcin redaguje informacje na naszego fejsa a ja jego wzorem wziąłem się za napisanie paru słów na naszą oficjalną stronę internetową. Słuchamy w tej chwili Bring me to life Evanescence, które nadaje radio Zet. Każdy z nas pamięta teledysk do tej piosenki i wcale nie chodzi o ten oryginalny... Piosenka leci w przerwie między częściami wywiadu, którego Zetce udziela nie kto inny jak... Sebastian Kawa. Po mojej lewej stronie, na naszej ścianie z galerią fotografii spoglądam na chwilę na zdjęcie, na którym uczestnicy II-go Wiosennego Obozu Przelotowego LUBIN 2012 pozują do grupowego zdjęcia z Sebastianem. Czy może być lepsze uwieńczenie lotniczego dnia? Już w roboczym tygodniu obiecaliśmy sobie, że jeżeli pogoda dopisze to w weekend będziemy latać. Nie ważne było to, że nikt z nas nie liczył na styczniową termikę. Pozostawanie w ciągłym treningu również w okresie zimowym to działanie na rzecz podniesienia poziomu bezpieczeństwa wykonywania lotów przez naszych pilotów. To jest ten racjonalny argument, dla którego zdecydowaliśmy się na wykonywanie lotów dzisiejszego dnia. Drugi, emocjonalny to możliwość patrzenia z góry na piękne okoliczności przyrody. W ruch poszło wszystko to, co ktokolwiek miał pod ręką a co mogło utrwalić obraz, który mieliśmy przed naszymi oczami. Wykonaliśmy 11 lotów, w tym jeden lot zapoznawczy szybowcem. Starty i lądowania odbywały się z asfaltowego pasa startowego, który był suchutki za sprawą styczniowego słońca i wyróżniał się spośród reszty lotniska pokrytej śniegiem. W kabinie holówki SP-WOP wyłączyłem ogrzewanie, bo byłaby to profanacja promieni słonecznych a kto normalny dogrzewa słońce? Przecież zimą słońce jest najbliżej naszej planety. Lataliśmy na 600, 700, 800 i 1000 metrów. W powietrzu znalazł się nasz Puchacz i Junior oraz Alexowa Cobra z jej właścicielem za sterami. Alex pojawił się u nas na gościnnych występach, chociaż bardziej jest on już dla nas domownikiem niż gościem. Rano Aszen ze swoim synem Pawłem, Piter wraz ze swoją córką Eweliną, Marcin, Krzysiek i Rysiu pod kierunkiem AirDaro przygotowywali sprzęt do latania. Silnik holówki, aby uniknąć problemu z jego uruchomieniem, trzeba było doprowadzić do rozsądnej temperatury. Egzamin zdała nagrzewnica od Przemka, którą z Marcinem czem prędzej przetransportowaliśmy do EPLU zabierając po drodze z przystanku naszą koleżankę Danusię, która przybyła busem z Wrocławia, aby również uczestniczyć w lataniu. Lotnicy pod przewodnictwem naszej kadry instruktorskiej pociągnęli szybowce na start a w tym czasie ja przeprowadziłem przegląd samolotu, uzupełniłem olej i dokonałem stosownych wpisów w dokumentach samolotu. Samolot odpalił po podgrzaniu silnika bez problemu. Potem już tylko zagrzanie silnika do odpowiedniej temperatury, przeprowadzenie próby silnika i jazda, lub bardziej fachowo, kołowanie na start do progu 13, gdzie holówki wyczekiwali już szybownicy. Chwilę później dołączyli do nas również znajomi Marcina z małym Piotrusiem. Przybył też Łukasz i szwagier Rysia. Pojawił się również Przemek, który latał treningowo ultralekkim Sinusem. Między lotami Danusia częstowała ciastkami. Słodkie to, ale przecież mózg pracuje na... glukozie. Wykonywanie lotów skończyliśmy nie długo przed 16-tą. Oprócz kadry instruktorskiej na starcie wiedzieliśmy, że nad bezpiecznym wykonywaniem lotów gdzieś czuwa zza okien swojego biura nasz Szef Wyszkolenia. Dodatkowa para doświadczonych lotniczych oczu i uszu, która obserwuje loty i nasłuchuje korespondencji. To nie rozluźnia, ale stanowi dla nas dodatkowy komfort.
Skończyliśmy. Wszystko w hangarze a my jeszcze za nim udaliśmy się na herbatkę do baru mieliśmy okazję popatrzeć jak na naszym lotnisku ląduje odrzutowa Cessna. Po lotach Gosia częstowała przepysznym obiadem, tych którzy nie mieli innych planów kulinarnych :-) Później pojawiła się Miecia z Rafałem i Lenką oraz Ola, małżonka Pitera. Była okazja do przetestowania stołu do ping-ponga, na którym mecz rozegrali Marcin i Piter. Taki to lotniczy zimowy dzień, których będzie coraz więcej. Zima na naszym lotnisku nie jest powodem do zaprzestania oddawania się naszej pasji i umożliwienia poznania jej tym, którzy jeszcze tej okazji nie mieli. Dziękuję Koleżanki i Koledzy za wspaniałą niedzielę!
Fotografie udostępnili: AirDaro, Alex, AvM.


Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego